Nad nowym tytułem pracują ludzie z PG, ten projekt
będzie grą fabularną z otwartym światem i historią rozciągająco
się na wiele lat przed pierwszą częścią filmu o przygodach piratów
Głównym bohaterem ma być młody kapitan Sterling, który od dziecka marzył o zostaniu piratem.
Jego młodość wypełniała tęsknota za morskimi przygodami i wstąpieniem do korsarskiej grupy.
Jednak, jak to w życiu bywa, rzeczywistość okazała się inna.
Po osiągnięciu odpowiedniego wieku Sterling rozpoczął swoją wielką krucjate, w trakcie której przekonał się, że piraci wcale nie stanowią zorganizowanej grupy kierującej się własnym kodeksem, tylko są zwyczajną zbieraniną awanturników i złodziei. Co gorsza w trakcie swego pierwszego rejsu okręt młodego korsarza natknął się na hiszpańską flotyllę pod dowództwem admirała Maldonada, która rozgoniła morskich złodziei
na cztery strony świata. Sterlingowi udało się ocalic i ujść z życiem.
ale zamiast sławy i bogactwa znalazł tylko kawałek plaży, na której wylądował w przemoczonym stroju. I w tym momencie kontrolujemy Sterlinga i zaczyna sie gra.
Na pierwszy rzut oka Pirates of the Caribbean: Armada of the Damned może
nawiązać do Fable. Przygodę zaczniemy bowiem nieznaną przez nikogo postacią, która osiągnie status bohatera. Podobnie jak w głośnej serii Petera Molyneux, tutaj również na pierwszy plan wybiją się dylematy moralne, mające wpływ na Sterlinga. Autorzy zaprzeczają jednak, jakoby miał to być oklepany system dobra i zła. Zamiast tego postanowiono wprowadzić podział na pirata legendarnego oraz przerażającego. Nie chodzi jednak o to, że czyniąc dobrze, staniemy się podziwianym herosem, a postępując niegodziwie, otrzymamy status potwora.
Podziały mają być bardziej skomplikowane i np. grając korsarzem wywołującym przerażenie – możemy spełniać dobre uczynki, natomiast piękna i budząca zaufanie postać, może podążać ścieżką zniszczenia. Wygląda więc na to, że status legendy i niegodziwca będzie czymś w rodzaju powłoki zewnętrznej, a nie wypadkową podjętych w grze decyzji. Według twórców cały system jest bardziej skomplikowany i ciekawszy od prostego podziału na dobro i zło, ale na tę chwilę nie wiadomo jeszcze, jak całość będzie funkcjonować w praktyce.
Książę perski znowu powraca! Przez 7 lat zaskakiwał nas coraz to nowszymi przygodami i historiami. Mieliśmy okazję razem z nim wyruszyć w niebezpieczne, ale jakże ekscytujące wyprawy w „Piaskach Czasu” przemierzyć ponure miejsca pełne wrogich osobników w „Duszy Wojownika” ale też oderwać się całkowicie od klimatu osadzonego w dwóch poprzednich częściach i poczuć coś naprawdę magicznego w „Prince of Persia ”. Kolejną odsłonę naszego Księcia poznamy w „Zapomnianych Piaskach”. Sam tytuł zdradza, iż będzie ona nawiązaniem i po części powrotem do korzeni…czyli prawdziwa gratka dla sympatyków „Piasków Czasu”.
Fabuła „Zapomnianych Piasków” jest dosyć prosta. Główny bohater czyli nasz Książę wraz ze swoim bratem Malikiem chcą uratować królestwo przed najazdem żołnierzy. W tym celu uwalniają mityczna armię Salomona, która rozprawia się z napastnikami, równocześnie zmieniając wszystko co stanie im na drodze, w piaskowe posągi. Dostaje się po równo sojusznikom i nieprzyjaciołom. Książę musi więc powstrzymać siejące zniszczenie potwory i zapobiec zrujnowaniu królestwa.
W walce z zagrożeniem pomaga Księciu wprowadzona drugoplanowa postać Dżinnka, która obdarowuje go magiczną mocą. Jej pomoc naszemu bohaterowi jest niemalże małym epizodem w grze, jednak wartym podkreślenia, gdyż krajobraz w którym odbywają się ich spotkania jest naprawdę zachwycający. Głównie jednak cała akcja gry toczy się w pałacu Malika, w którym napotykamy na całe mnóstwo elementów platformowych. Książę musi radzić sobie ze wpinaniem się, bieganiem po ścianach, sprawnym chwytaniem za krawędzie kolumn oraz pokonywaniem ogromnych przepaści. Poza tym ciągle czyhają na Księcia niemiłe niespodzianki –chociażby kręcące się ostrza wystające ze ścian.
Wygląda na to, że „Zapomniane Piaski” choć wracają do korzeni to nie robią już takiego wrażenia. Przygody Księcia są mniej ciekawe i być może bardziej przewidujące. Tak czy inaczej warto poczuć klimat tej gry.
Super-Bikes Riding Challenge Gra przeznaczona dla graczy, którzy fascynują się motocyklami i wyścigami motocyklowymi. Mają tu okazję wypróbować możliwości całego szeregu maszyn, które w rzeczywistości raczej mogą jedynie podziwiać z daleka lub bliska ale raczej bez doświadczania jazdy na nich. Mamy tu do dyspozycji więc takie maszyna jak: Yamahy FZ6, Kawasaki Z750, Suzuki GSXR 1000 oczywiście to tylko przykłady. Mamy możliwość testowania swoich maszyn oraz możliwości na torach zamkniętych jak również na ulicach miasta. Przykład, Londyn, Berlin lub piękne Lazurowe Wybrzeże. Gra ta ucieszy każdego kto lubi śmiganie na motocyklu. Nowością jest wskaźnik stresu, który pokazuje nam coś do tej pory niestosowane w takich grach czyli poziom stresu. Jeżdżąc po drogach nie lubimy, gdy ktoś zbyt blisko się nas trzyma, siedzi na ogonie. Mamy szczęście, gdy nasza maszyna może w sposób spokojny od gościa się odkleić, no chyba, że to policjant, to myślę, że nikt nie za bardzo wtedy myśli o odklejaniu. Ale jest to podstawa by nas stres wzrósł. I w tej grze stres właśnie rośnie. Stres ten ukazany jest w postaci niebieskiego paska. Im pasek większy tym lepiej dla jeźdźca. Poziom ten zależy od różnych czynników. Od warunków pogodowych, jak i od zaciętości walki o lepsze miejsce. Innym dodatkiem jest wskaźnik stanu zdrowia. Nie będę się rozpisywał na co ma wpływ stan zdrowia wszyscy się domyślają. Bardzo mocna stroną tej gierki jest grafika. Bardzo szczegółowo przedstawiono w niej nasze maszyny jak również elementy otoczenia. Kokpit każdej maszyny jest bardzo szczegółowo oddany. Niesamowicie się ogląda powtórki, kiedy to widać katowane amortyzatory, obracające się łańcuchy, po prostu rewelacyjnie to widać. Muzyka i efekty dźwiękowe dodają tylko odpowiedniego smaczku, ale są niezbędnym dopełnieniem całości.